Nowoczesność ma też swoje minusy. O czym mówię? O tym, że dobrodziejstwem naszych czasów jest to, że większość z nas posiada telefony komórkowe i dzięki temu mamy o wiele lepszy i szybszy kontakt między sobą. A minusem tej nowoczesności jest to, że te telefony zasilane są bateriami, które najczęściej szybciej niż byśmy chcieli się rozładowują. Rozładowują się (zgodnie z prawem Murphy’ego) w najmniej oczekiwanym momencie, gdy mamy największą potrzebę skorzystania z takiego telefonu.
Mam więc dla Was na dziś kilka rad na to jak z takiego „padniętego” telefonu wykrzesać jeszcze trochę energii, która pozwoli wykonać to bardzo ważne połączenie telefoniczne.

Podgrzewanie baterii
Jeżeli znajdujemy się w budynku spróbujmy ogrzać naszą baterię kładąc ją na jakiś czas blisko kaloryfera lub w innym ciepłym miejscu. Oczywiście nie należy przesadzać z nadmierną temperaturą. To ma być ciepłe, a nie gorące miejsce. Nie może to być na przykład palnik kuchenki! Takie podgrzanie baterii pozwoli ją nieco podładować i wykonać potrzebne połączenie.
Pocieranie baterii
Jeżeli natomiast znajdujemy się w miejscu gdzie nie mamy innego źródła ciepła (na przykład w lesie), należy baterię zagrzać w inny sposób. Pocieramy ją wtedy o spodnie, sweter lub inny materiał. Takie tarcie spowoduje podwyższenie temperatury baterii, a w efekcie podładowanie telefonu. Czasami ta odrobina uzyskanej energii może wystarczyć, by w ekstremalnych warunkach zawiadomić służby ratownicze.

Pamiętajmy, że sposoby te są na dłuższą metę szkodliwe dla żywotności baterii (a czasem i dla nas samych), więc wykorzystujmy je naprawdę tylko w ostateczności i z dużą dozą ostrożności.
